* NIE TAKI ... POLSKI STRASZNY!


To tytuł cyklu artykułów, które będą się ukazywać na mojej stronie. Pomysł przyszedł mi do głowy już dawno temu, ale dopiero teraz mogę go zrealizować. Na początku może wyjaśnienie, dlaczego i po co.

Dlaczego?

Z językiem polskim w szkole nigdy nie miałam problemów. (Odrzucam tezę, że od najmłodszych lat byłam w tej dziedzinie genialna, bo to mało prawdopodobne.) Zostają dwa inne wyjaśnienia:

1. Miałam wspaniałych nauczycieli.
2. Wymagano od uczniów znacznie mniej.

Nie pamiętam już, jak było z tymi wymaganiami, ale na pewno miałam skutecznych nauczycieli, którzy nie tylko nauczyli mnie w miarę poprawnego posługiwania się tym językiem, ale też rozbudzili zamiłowanie do czytania.
Skończyłam studia i od dwudziestu pięciu lat uczę polskiego. Staram się, by ta nauka była skuteczna.
Często od rodziców słyszę: " Moje dziecko ze wszystkiego ma piątki, tylko z polskim sobie nie radzi (czyt. zbiera gorsze oceny)". Co wtedy odpowiadam? Nauczanie tego przedmiotu w szkole to bardzo odpowiedzialne zadanie. Od polonisty wymaga się, by dziecko umiało się wypowiadać w mowie i piśmie, by teksty pisane były poprawne pod względem ortograficznym, stylistycznym, gramatycznym, merytorycznym. Do tego dochodzi literatura i wiedza teoretyczna o niej. Polonistyczną wiedzę ucznia sprawdza się na każdym egzaminie: od zwykłej kartkówki z przyrody zaczynając, na maturze kończąc. Sprawność językowa jest nam dorosłym niezbędna do funkcjonowania w społeczności.

Po co?

Wiele razy rodzic nie jest w stanie pomóc dziecku, bo z niektórymi określeniami czy sformułowaniami spotyka się po raz pierwszy.

Może pewne rzeczy kiedyś wiedział, ale przez lata zapomniał. Ma do tego prawo. (Ja też nie pamiętam skomplikowanych wzorów z fizyki czy matematyki i wcale się tego nie wstydzę.)

Zamiast jednak narzekać na wymagającego i niesprawiedliwego nauczyciela, niech mama lub tata spróbuje wykazać synowi czy córce pożytek z tej nauki. Pewne zagadnienia okażą się nawet ciekawe, jeśli się o nich trochę więcej wie.

I właśnie trochę wiedzy polonistycznej zechcę Państwu przekazać. Może uda mi się niektórych przekonać, że nie taki polski straszny. Przy okazji zrobię coś dla siebie- będę musiała zajrzeć do podręczników akademickich i odświeżyć pewne treści, żebym ich całkiem nie zapomniała.


Zachęcam do lektury tego cyklu nie tylko rodziców, ale także uczniów, gdyż wielu zagadnień przeze mnie poruszanych nie ma teraz w programach szkolnych.

Przykładowe tematy moich rozważań:

Mi czy mnie?
Dlaczego nie można zrezygnować z "u" i pisać we wszystkich wyrazach "ó"?
Co ma wspólnego "rz" z "r"?
Skąd się wzięła nazwa Podlasie?
Jakie rymy mają związek z Częstochową?
Dlaczego wyrazy z języka rosyjskiego uzasadniają pisownię niektórych słów polskich?
Kiedy formy "chodźta" i "weźta" były poprawne?
Co mają wspólnego liść z listem?


Mi czy mnie?

Kiedy we wrześniu dostaję nowych uczniów, robię małe rozeznanie. Rzucam w ich stronę pytanie: Komu postawić piątkę? Jaką odpowiedź słyszę? 95% odpowiada "mi". Nieliczni bąkają "mnie", ale jakoś nieśmiało, jakby się tego wstydzili. Zupełnie niepotrzebnie, bo jedyną poprawną formą w takiej sytuacji językowej jest właśnie ta dłuższa.

Zaimek osobowy "ja" odmienia się przez przypadki. W celowniku mamy do wyboru dwie formy: mi i mnie. Większość ludzi intuicyjnie wyczuwa, kiedy należy użyć każdej z nich. Niestety, nie wszyscy. Moi uczniowie przejęli prawdopodobnie ten sposób mówienia od dorosłych. Nie lubią formy mnie, bo ona wydaje im się bardziej cyt. "wieśniacka". Z kolei forma "mi" daje im przekonanie, że mówią kulturalnie. Nie wiadomo, skąd się to wzięło.

Wiadomo natomiast, że jest kilka sytuacji, gdzie można użyć tylko i wyłącznie formy dłuższej.
1.Odpowiadamy jednym wyrazem.
-Komu zabandażować rękę?
-Mnie.

2. Rozpoczynamy tym wyrazem zdanie.
Mnie się to nie podoba.
Mnie na tym spotkaniu bardzo zależy.

3. Chcemy na ten wyraz zwrócić szczególną uwagę.
Kwiaty mnie się należą, a nie Ali.
Dziękuj nie mnie, tylko ojcu.

Formę krótszą najczęściej stosujemy po czasowniku.
Zwróć mi dług. Sprawiliście mi wielką niespodziankę.

Na koniec jeszcze raz o szkole. Moje dyżurne pytanie zadaję uczniom od czasu do czasu, traktując to jako formę zabawy. Bardzo się cieszę, że za każdym razem topnieje liczba zwolenników "mi", a zwiększa się druga grupa.

Może z czasem uda mi się wyeliminować te błędy?

* WALKA Z WULGARYZMAMI



Rok 2006 ogłoszono ROKIEM JEZYKA POLSKIEGO. I co? I nic się nie zmieniło. Od 7 października 1999 roku obowiązuje ustawa o języku polskim. Jest 2010. I co ? I nadal nic! Bluzgają dorośli. Przeklina młodzież. Nawet dzieci w przedszkolu używają brzydkich słów, często nie rozumiejąc zupełnie ich znaczenia i wydźwięku. Chociaż nam się to nie podoba, najczęściej nie reagujemy, machamy ręką, tłumacząc, że takie mamy czasy. W ten sposób przyzwalamy w swoim otoczeniu na chamstwo i wulgarność. Ja z tym walczę i do tej walki gorąco Państwa zachęcam. Nie bójmy się reagować! Oczywiście, nie porywajmy się z motyką na słońce i nie walczmy w pojedynkę z kilkunastoosobową grupą, nie mając nikogo u boku, kto mógłby nas ewentualnie obronić przed agresją. Ale reagujmy wszędzie tam, gdzie wokół nas są inni ludzie, a więc na ulicy, na plaży, w sklepie, autobusie czy tramwaju.

Proponuję dwa sposoby.

Pierwszy- wypróbowany przeze mnie wielokrotnie. Na pewno działa!

Ten nasz język taki piękny, że inni go nam zazdroszczą , a pan/ pani tak brzydko mówi. Nie wierzę, żeby taki przystojny facet nie znał innych słów, którymi można by zastąpić wszystkie k..... i ch...... Proszę spróbować. To naprawdę nic trudnego.

Tak panu/ pani dobrze patrzy z oczu, że zupełnie do pana/ pani nie pasują te słowa na "k" i "ch". Mogę podrzucić kilka synonimów do np. zajebiście - cudownie, znakomicie, wspaniale, interesująco, genialnie, wybornie, rewelacyjnie, olśniewająco, zniewalająco.
Jestem pewna, że pan/pani świetnie te słowa zna i umie się nimi posługiwać.

Drugi - wymyślony ostatnio, czekający na przetestowanie.

Język jest elementem narodowej tożsamości i dobrem narodowej kultury. W czasie zaborów i okupacji ludzie narażali swoje życie i zdrowie, by móc się nim posługiwać. Nie wiem, czy pan/ pani wie, że od 7 października 1999 obowiązuje ustawa o języku polskim i w myśl artykułu 12 punkt 2 nie można w miejscach publicznych używać wulgarnych słów. Radzę panu/ pani ze szczerej sympatii powstrzymać się od nich, bo komuś może przyjść do głowy, żeby na pana/ panią donieść i w bardzo głupi sposób straci pan/ pani 100 czy 200 zł .
A przecież te pieniądze można przeznaczyć na dobrą zabawę z przyjaciółmi...

I jeszcze jedno! Dotyczy obu sposobów: Trzeba mówić wyraźnie, powoli i spokojnie.
Nie podnosić w żadnym wypadku głosu. Uśmiechać się i stwarzać aurę życzliwości.

ŻYCZĘ SUKCESÓW!

Designed by Maurycy